niedziela, 16 października 2011

Angie - Ed Gorman

#16

"Angie" Eda Gormana to kolejny tekst z drugiego tomu "999". Nie jest to horror, ani nawet thriller..., a miała być to antologia opowiadań niesamowitych. To raczej coś w stylu "Alfred Hitchcock przedstawia" albo "Opowieści z krypty". Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo dobre. Fajny prosty styl, bez zbędnych ozdobników, świetnie zarysowana przeszłość i charaktery postaci. Jest to historia Angie, która zawsze chciała być utrzymanką bogatego faceta, ale nigdy nie mogła trafić na tego właściwego. Angie ma też problem - żyje ze złym człowiekiem. Roy żyje z napadów na banki, zabił żonę, która nie chciała dać mu rozwodu i chce zabić także swojego syna. Problem w tym, że Angie lubi chłopca i nie jest do końca zepsuta. Czy sumienie wygra z chęcią wygodnego życia? Przekonajcie się sami. 

sobota, 15 października 2011

Lodowa epopeja Basi - Kazimierz Kyrcz Jr

#15

Jeżeli kogoś interesuje szort o kobiecie masturbującej się lodami na patyku to w "Bizarro dla początkujących" znajdzie się coś dla niego. Niestety Kazek jakoś się solowymi opowiadaniami nie popisał (zobaczymy jak wyszedł mu duet z Kainem). Dał do zbioru trzy teksty, każdy na swój sposób dziwny, ale żaden się niczym nie wyróżnia i każdy jest kiepsko spuentowany. "Lodowa epopeja Basi" można uznać za najlepszą - od początku do końca jest zrozumiała. Odniosłem jednak wrażenie, że inspiracji dostarczył program o najgorszych śmierciach i kobieta lubująca się w marchewkach, więc bańka oryginalności pryska. Czytałem o wiele lepsze opowiadania Kyrcza Jr. 

Wciśnięciwsiebie - Rafał Kuleta

#14

Wyobraźnię Kulety dość dobrze poznałem dzięki jego drabblom. Facet ma naprawdę chore pomysły i daje im upust także w "Wciśnięciwsiebie". To opowiadanie to zabawa słowem i kreacją, tona absurdu połączona z porno i wszystko to często w mocno wulgarnych kombinacjach. Mnożenie i odejmowanie w oparach absurdu. Kuleta trochę cierpi na manię udziwnionego słowotwórstwa, ale akurat tutaj pasuje to do pokręconej konwencji. Nawet udaje mu się wbudować w to cholernie obrzydliwego drabbla. Ciekawy eksperyment, ale osobiście nie chciałbym czytać całego zbiorku takich tekstów autorstwa Kulety. Od tego można byłoby sfiksować.

Zjedz mnie! - Adrian Miśtak

#13

O rany! To jest naprawdę obrzydliwy, powodujący gęsią skórkę tekst. Wzdrygnąłem się na "Zjedz mnie!" kilka razy. Miśtak ma bardzo obrazowy styl i dodatkowo udaje mu się stworzyć taki absurdalny klimat, który mnie osobiście przywodzi na myśl "Palec" Stephena Kinga. Trochę całość popsuły ostatnie akapity. Ogólnie nie jestem zwolennikiem racjonalizowania takich historii. Niemniej jednak opowiadanie jest naprawdę mocne i czwartkowego wieczora już nie zjadłem kolacji.  

Ojczenasz, któryś jest w niebie - Aleksandra Zielińska

#12

Trzy dni z braku czasu nie pisałem, ale czytałem, nie tylko to jedno opowiadanie dziennie. Cały czas mam na tapecie "Bizarro dla początkujących" i dzisiaj będzie kilka zdań o wybranych tekstach.

"Ojczenasz, któryś jest w niebie" Aleksandry Zielińskiej - opowiadanie jest po prostu słabe. Próba stworzenia alternatywnej, bądź też orwellowskiej, wizji świata raczej się nie powiodła. Zrobione jest to po łebkach, słabo rozwinięte, nieciekawe. Może źle interpretuję zamiary, może tak miało być? Fabuła praktycznie nie istnieje, a to co jest, rwie się jak stare gacie. Odniosłem wrażenie, że autorka momentami wchodziła w rejony humoru Pratchetta - np. wszystkie rozmowy i sceny z Wyznawcami, ale szkoda, że psują je niedopracowane dialogi spod znaku "leżę i kwiczę". Językowo jest tak sobie - nieciekawy i męczący styl. Poza tym jakoś dla mnie mało bizarrowe to było.

wtorek, 11 października 2011

Sznurowata rzecz - Al Sarrantonio

#11

Na pierwsze starcie w drugim tomie "999" wybrałem redaktora antologii. Al Sarrantonio napisał bardzo krótki tekst o końcu znanej nam cywilizacji. Świat niszczony jest przez macki tytułowej sznurowatej rzeczy, która ma być jakimś prastarym potworem śpiącym pod ziemią. To dość szalony pomysł, a i geneza tej istoty jest dość niesamowita... miała się ona wziąć z głupawego żartu ojca bohaterki, która po prostu we wszystko uwierzyła. Poza tym ciężko coś o "Sznurowatej rzeczy" napisać, poza tym, że jest bardzo abstrakcyjna. Relacje między bohaterami ledwo są zarysowane, autor wyraźnie skupił się na ich beznadziejnej tułaczce i opisie pustoszonego krajobrazu. Nie podobało mi się niestety. Sarrantonio, w krótkim wstępie napisanym przez Landsdale'a, został porównany do Bradbury'ego - miejmy nadzieję, że się uda mu zrehabilitować po tej wpadce.