piątek, 2 marca 2012

Archetype

Ta krótkometrażówka pojawiła się w sieci już ponad miesiąc temu, ale jakimś cudem zupełnie o niej zapomniałem napisać. 

Aaron Sims, człowiek o wielkiej wyobraźni, który do tej pory odpowiadał za scenografie i concept arty do dziesiątek produkcji, postanowił zrobić coś całkowicie swojego. Na razie mamy kilkuminutowe "Archetype", które jest, miejmy nadzieję, preludium do pełnometrażowego filmu. Pierwsze wrażenie? Robocop na sterydach. Ale myślę, że ten film nie będzie tylko kompilacją pomysłów z klasyków sci-fi. Dobrze by było, gdyby to jednak był "duży" film. Zamiast włóczenia się za bohaterem po kanałach chciałbym zobaczyć futurystyczne sceny batalistyczne właśnie w klimacie jaki mogliśmy oglądać w pierwszej minucie. Wczoraj Sims napisał w komentarzu, że Fox zainteresowało się projektem, także trzymam kciuki żeby to wypaliło.


środa, 29 lutego 2012

Virga

"Słońce Słońc" Karla Schroedera wydała w zeszłym roku Ars Machina. Kupiłem książkę w ciemno, spodobał mi się opis i zapowiadany misz-masz gatunkowy powieści przygodowej, science-fiction i steampunku. Przeczytałem ją ponad miesiąc temu i bardzo często wraca do niej myślami. To pierwsza część cyklu o Virdze, niesamowitym świecie pomysłu Schroedera i właśnie o tym dzisiaj chcę naklepać kilka słów. Nie, nie ma tam ukulele i nie będzie to też recenzja książki..Po prostu klika luźnych przemyśleń na temat przebogatej wyobraźni pisarza.

Virga to gigantyczny balon wypełniony powietrzem, wodą i życiem, który unosi się gdzieś w bliżej nieokreślonej przestrzeni kosmicznej. Jest wielkości planety, jest pozbawiony grawitacji, a w samym jego sercu  pali się sztuczne słońce - rodzaj elektrowni, która zapewnia światło i ciepło, przynajmniej pewnej części tego świata (co więcej jest to też źródło materiałów do budowy mniejszych słońc, które mogą ogrzać i oświetlić dalsze zakątki balonu). Ludzie zamieszkują latające państwa-miasta, które przez ruch obrotowy tworzą sobie sztuczną grawitacje. Miasta te sobie dryfują bądź i nie, łączą się w sojusze, prowadzą wojny, te mniejsze parają się piractwem inne zarabiają na wydobywaniu węgla drzewnego bądź rolnictwie - przestrzeń Virgi przypomina mi Morze Karaibskie tylko "pływać" można we wszystkich kierunkach. 


Dlaczego Virga istnieje? Na to pytanie otrzymamy odpowiedź w trakcie lektury. Oprócz tego dowiemy się dlaczego nie ma na niej komputerów, a i sama cywilizacja się powoli cofa. Karl to bardzo fajnie wyjaśnił i sądzę, że to też jest świetny zalążek do czegoś większego. I zaręczam, nie jest to żaden idiotyczny eksperyment, skansen dla bogaczy ani wirtualna rzeczywistość. To prawdziwy, bardzo zaawansowany świat, który po prostu "poszedł naprzód" i mimo  rakietowych silników gigantyczne okręty budowane są z drewna, a potomkowie ludzi, którzy kiedyś zdobywali kosmos sypiają w hamakach, w drewnianych przybudówkach.

Może to co piszę nie robi żadnego wrażenia, ale wierzcie mi ten świat, z latającymi lasami i morzami w których pobudowane są kolejne miasta, tylko czeka na zekranizowanie go przez SquareEnix albo jakieś Mistwalker. Po prostu gotowy materiał wyjściowy na porządnego erpega. Nawet jeżeli fabuły nie chcieli by adaptować to niech wezmą sam świat! Virga wydaje się idealnie pasować do klimatu serii Final Fantasy. Serio, tam wszystko się zgadza. Tajemnicza przeszłość głównych bohaterów, sekrety rodzinne, zdrady i  wielka wojna. Dobrego serca złodziejaszek, piękne kobiety, prawi żołnierze, ruch oporu, zdradzieccy szpiedzy i żądni krwi i zemsty piraci. Zaginione cywilizacje, ukryte skarby, bitwy latających okrętów jakby stworzonych dla Cida. Zerowa grawitacja byłaby świetnym uzupełnieniem walk. Idealnie nadaje się do wszelkich zagadek logicznych lub części zręcznościowej. 


Pochłaniałem kolejne rozdziały i oczami wyobraźni widziałem sceny w jakości HD. Całe krainy odtworzone przez speców od grafiki CGI - lodowe obrzeża z dryfującymi górami lodu, spalone puszcze pełne zapomnianych budowli i latające miasto z barokowymi pałacami i slumsami wyciągniętymi żywcem z azjatyckiej metropolii. Nawet modę można by było żywcem przenieść do gry. Idealnie by to pasowało do japońskiej estetyki i uwielbienia do wszelkiego rodzaju dziwactw - suknie ze sznurowanymi gorsetami i falbaniastymi kryzami, bufiate rękawy, skórzane kurtki i obowiązkowe gogle. I są w Virdze różne małe i duże potworki, które będą mogły robić za przeszkadzajki.

Jak byłem młodszy i zagrywałem się do upadłego w Final Fantasy VII myślałem sobie jakby to było wspaniale przeczytać książkę właśnie w takim klimacie i proszę, prawie piętnaście lat później przeczytałem i bardzo mi się podobała. Na ten rok Ars Machina zapowiada kolejne dwa tomy, nie mogę się doczekać. I chociaż nie jest to raczej powieść na miarę nagrody Hugo, to jednak "daje radę" i zaręczam, ciężko oderwać się od lektury.

niedziela, 26 lutego 2012

Ukulele Five-0

"Hawaii Five-O" oglądam wiernie od pierwszego odcinka. Zastanawiam się czasami ile ukulele bym wypatrzył, gdybym postanowił sobie odświeżyć tych trzydzieści epizodów, które są już za mną. Założyłem sobie, że nie daję zbyt wiele szans kiepskim seriom i nie marnuję czasu na powtórki, więc pewnie ktoś inny, kiedyś będzie musiał je wyłapać. Natomiast teraz już szukam na bieżąco i znalazłem w szesnastym odcinku drugiej serii. Na samym początku, zaraz po czołóce w "I Helu Pu"  (po polsku "Decyzja") mamy miły akcent. Nie widać może za dobrze samego instrumentu, ale...



Scena odbywa się na balu charytatywnym Fundacji Czyste Wybrzeże. Ekipa z 5.0 bierze udział w cichych licytacjach. Chin (czyli Jin z "Losta") nie uczestniczy w sporze o karnet na rozgrywki ligi uniwersyteckiej, a stoi przy niepozornym zdjęciu jakiegoś Azjaty. Na początku myślałem że to Bruce Lee. Jednakże zaraz wypowiada kwestię: "Jestem bliski zakupu lekcji gry na ukulele prowadzonych przez Jake'a Shimabukuro." Kamila  mi mówi, że to wielkie nazwisko. 


Oczywiście Chin licytację wygrał, ale nie zobaczymy go raczej uczącego się grać, bo lekcje podarował swojej żonie na Walentynki. Gdybym mógł zrobiłbym na jego miejscu to samo.

niedziela, 22 stycznia 2012

Ukulele with Obama sticker on it

Dzisiejsze ukulele znalazł ingo, za co mu dziękuję, bo sam do niego nie dokopał. Jakoś się nie dałem, do tej pory przekonać do tego całego "Rockefeller Plaza 30". W najnowszym odcinku "Idiots Are People Two!" trafiło się dwukrotnie ukulele z naklejką Obamy. Widzimy je w scenie kiedy James Marsden i Tina Fey jedzą obiad, a duch Aleca Baldwina (nie mam pojęcia czy ta postać żyje i jest jakąś wizualizacją czy jest to prawdziwy duch) dyskredytuje faceta w oczach Tiny. W pewnym momencie bierze leżące na kanapie  ukulele i kpiarsko mówi: "Oh look, a ukulele with an Obama sticker on it!", by później uderzając w cztery struny zaśpiewać ♪ This guy might suuuuck ♫ Instrument podobno dostał od dzieciak z drużyny. 

 


Drugi raz widzimy ukulele podczas wideorozmowy pod koniec odcinka. kiedy Mardsen grając jakąś melodię na trzy chwyty śpiewa:  ♪ I'm taaaking yoooou oooout.... to dinner ♫

wtorek, 17 stycznia 2012

Ukulele on The Rock

Dzisiaj wypatrzyłem ukulele w jednym z pudeł, które zostało po więźniach w Alcatraz. Chyba nie muszę dodawać, że w nowym "Alcatraz" (nie żeby było jakieś stare).

Najnowszy serial J. J. Abramsa nie jest, przynajmniej po dwóch pierwszych odcinkach, fajerwerkiem na miarę "Zagubionych", ale muszę przyznać, że ma to coś co mnie kupiło. Seriale Abramsa mają pewien element, którego szczerze mówiąc nie potrafię znaleźć w innych produkcjach - olbrzymie pokłady tajemnic do zgłębiania. Podobnie jak we "Fringe" i "Loście" namnożyła się całkiem spora ilość pytań w ciągu tej pierwszej półtorej godziny. Osobiście jestem za tym, żeby było ich jeszcze więcej. Lubię główkować i sądzę, że mamy do czynienia właśnie z taką produkcją. 

Miejmy nadzieję, że poznamy historię człowieka, który zostawił po sobie ukulele. Na razie nikt na nim nie grał, tylko główna bohaterka trzymała je przez chwilę w dłoni, ale sądzę, że na retrospekcjach możemy je jeszcze zobaczyć - jakoś nie chce mi się wierzyć, że pierwszy przedmiot po jaki sięgnęła w tym schowków był totalnie przypadkowy.


Serial, podobnie jak "Fringe" (sądzę, że powoli można nazywać go jego następcą), oparty jest na schemacie "nowy odcinek = nowa sprawa = każdy odcinek mitologiczny", także będziemy mieli dochodzenia pani detektyw, która łapie powracających skądś przestępców i rozwiązywanie łamigłówki zniknięcia mieszkańców więzienia z 1963 roku. Kto? Jak? Dlaczego? Niezdecydowanych zachęcam - może się z tego wykluć całkiem niezła historia.

W trailerze ukulele widać przez jakąś dziesiątą część sekundy.

czwartek, 12 stycznia 2012

Ukulele w Atlantic City

Akurat rozpoczęcie moich poszukiwań ukulele zbiegło się w czasie z nadrabianiem całego drugiego sezonu "Zakazanego imperium" (tak na marginesie, ten sezon wydał mi się lepszy niż pierwszy, chyba spora zasługa tego, że oglądałem całość właśnie hurtowo). Ukulele z ósmego epizodu "Two Boats and a Lifeguard" było pierwszym które wypatrzyłem. Scena dzieje się podczas imprezy artystów w domku na plaży, na którą poszła żona Jimmy'ego z poznaną wcześniej pisarką. Jeden z gości gra właśnie na małej gitarce jakąś nieznaną mi melodię.



Zaraz po tym przypomniałem sobie o jeszcze jednej scenie, tyle że nie byłem pewien jaki instrument tam występował. Poszukiwania okazały się owocne. W szóstym odcinku pierwszego sezonu "Family Limitation" możemy oglądać wieczorne spotkanie Nucky'ego z Haugiem. Panowie piją szampana, jedzą ostrygi, a towarzysząca im dziewczyna, ubrana w same podwiązki, umila im czas grając "Japanese Sandman". Na gryfie ma prawdopodobnie naklejkę tańczącej kobiety, niestety nie widać tego na tym zdjęciu. Poniżej możecie wysłuchać tej piosenki właśnie w wersji ukulele.