poniedziałek, 20 września 2010

30 Day Movie Challenge #20

Day 20
Favorite movie from your favorite actor/actress

Jak do tej pory to chyba najtrudniejszy dla mnie punkt. Nie mam ani najbardziej ulubionego aktora, ani najbardziej ulubionej aktorki. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jest sporo takich, których lubię, ze trzy zaczynam lubić nawet bardzo. Ale zaraz! Jest jeden aktor, którego uważam za cholernie utalentowanego i na dodatek lubię go praktycznie w każdej jego roli. Co więcej, widziałem prawie wszystkie filmy z jego udziałem. Więc załóżmy, że to ten ulubiony. To Leonardo DiCaprio, a mój ulubiony film z jego udziałem to kapitalny remake autorstwa Martina Scorsese - "Infiltracja". Oj tak. "Infiltracja" z każdym seansem w moich oczach zyskuje. Zabijcie mnie, ale uważam, że jest lepsza od pierwowzoru, chociaż potrzebowałem trzech seansów aby do tego dojść. A DiCaprio, chociaż to z pewnością nie jest jego najlepsza rola, to i tak nie ma się gościu czego wstydzić. Widać jak jego postacią targają emocje, czuć tą niewdzięczną sytuację w jego drżącym głosie, gestach, mimice. Poza tym ten film ma jedne z najlepszych tekstów jakie można było usłyszeć w filmie, nie będącym filmem Kevina Smitha, ostatnimi laty.

niedziela, 19 września 2010

30 Day Movie Challenge #19

Day 19
Favorite movie based on a book/comic/etc.

Idę na straszną łatwiznę, ale nie mogę nic na to poradzić. Głowiłem się nad ekranizacjami komiksów, ale wszystko biją "Skazani na Shawshank". Nawet nie bardzo mam głowę na motywowanie tego wyboru. Darabont ma łapę do kręcenia najlepszych ekranizacja Kinga, a King jest moim ulubionym pisarzem. Proste.


sobota, 18 września 2010

U mnie w domu sobota to właśnie 'laundry day'

Dzisiaj krótkometrażowa animka, która najpierw spowodowała atak śmiechu, który znowu przerodził się w atak kaszlu, po którym jeszcze mnie boli. Tak, jestem chory, ale powoli wychodzę z tego - pierwszy wieczór bez gorączki. A animacja nosi tytuł "Laundry day".


O rany... mam nadzieję, że jak zamieszkamy razem z Kamilą, to nie znajdę przy okazji prania jakiej odznaki Różowej Wojowniczki z Power Rangers.

Geek's Five #8





Długie, ale mnie rozbraja i nie mogłem się powstrzymać

30 Day Movie Challenge #18

Day 18
A movie that you wish more people would’ve seen

Kiedy rozmowa wchodzi na temat dobrych filmów, to tak od listopada zeszłego roku, rzucam "Zagadką zbrodni". Zazwyczaj ktoś odpowiada mi uśmieszkiem, bo tytuł sugeruje co najwyżej jakiś drugoligowy thriller. A gdy zaczynam rozwijać i pada, że to kino koreańskie pojawia się nie tylko grymas powątpiewania, ale i również niechęci. Nie wiem czemu ludzie są uprzedzeni do skośnookich, szczególnie do Koreańczyków. Gdy mówię, że "Oldboy" albo "Zagadka zbrodni" to kapitalne, a nawet wgniatające w fotel, kino to nikt sam tego nie zweryfikował. Może trochę generalizuję, ale ludzie unikają tych filmów jak ognia. A szkoda. O "Zagadce zbrodni" Joon-ho Bonga pisałem w zeszłym roku. Moje odczucia względem tego filmu się nie zmieniły. I tak jakby na potwierdzenie słuszności tego wyboru... minęło 10 miesięcy i nikt z moich znajomych nawet nie spróbował się z nim zmierzyć (chociaż byłoby to pewnie oczarowanie). To jest kapitalne! Czemu nikt tego nie ogląda!?

piątek, 17 września 2010

O "Pod piracką flagą" na CN

Dzisiaj wczesnym popołudniem na CarpeNoctem ukazała się moja recenzja najnowszej, niestety pośmiertnej, powieści Michaela Crichtona "Pod piracką flagą". Ci, którzy cenią tego pisarza, nie powinni się rozczarować, bo chociaż nie jest to kolejny błyskotliwy technothriller, to książka na pewno wielce udana. Przyjemność z lektury jest na pewno bardzo duża. Podobnie jak w przypadku "Wielkiego skoku na pociąg" i "Zjadaczy umarłych" mamy po części do czynienia z powieścią historyczną... akcji oczywiście. Historia rozgrywa się w 1665 roku na Karaibach i Jamajce. Dobrze odwzorowane realia, ciekawe (chociaż w dużej mierze przewidywalne) zwroty akcji, naturalnie powplatane elemeny techniczne i świetne postaci to bezapelacyjne atuty książki. Crichton nie jest pisarzem, którego pisarstwo lubi się za finezyjny język czy słowotwórstwo. I podoba mi się, że nie silił się właśnie na takie pirackie stylizacje. Więcej o "Pod piracką flagą" dowiecie się z recenzji.

Na dniach pojawiła się również recenzja "Zaułku diabła" Andrew Taylora autorstwa mojej Kamili.

Korzystając z okazji i tego, że: 1.) od jakiegoś czasu występuje w spisie jako redaktor; 2.) jestem jurorem; więc nie mogę brać udziału, poinformuję/przypomnę, że zostały niecałe dwa tygodnie do zakończenia konkursu publicystycznego. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że jeżeli przysiądziecie do tekstu to macie naprawdę duże szanse, że wygracie. Więc zachęcam do pisania! Bo i świetne nagrody są świetne. Bezprzewodowe głośniki i bezprzewodowa klawiatura od Logitecha oraz pokaźna ilość książek (w tym też wersje audio) piechotą nie chodzą.