Mamy pisarza – Mika Enslina, który po napisaniu jednej niezłej powieści zaczął pisać tanie, broszurowe przewodniki po najstraszniejszych miejscach w kraju (domach, cmentarzach), a teraz właśnie jest w trakcie kończenia kolejnego - o nawiedzonych hotelach. Nie wiadomo skąd w jego skrzynce znajduje się ulotka o nowojorskim hotelu Delfin z adnotacją, żeby nie zatrzymywać się w pokoju 1408. Pisarz postanawia sprawdzić jakież to tajemnicy skrywa hotel i po kilku trudnościach udaje mu się zarezerwować pokój. Przybywa do Nowego Jorku, odbywa rozmowę z kierownikiem i w końcu ma możliwość zamknięcia się wraz z dyktafonem i butelką w feralnym pokoju. To co go spotka za zamkniętymi drzwiami przechodzi jego najśmielsze oczekiwania. poniedziałek, 29 października 2007
Czternaście-Zero-Osiem
Mamy pisarza – Mika Enslina, który po napisaniu jednej niezłej powieści zaczął pisać tanie, broszurowe przewodniki po najstraszniejszych miejscach w kraju (domach, cmentarzach), a teraz właśnie jest w trakcie kończenia kolejnego - o nawiedzonych hotelach. Nie wiadomo skąd w jego skrzynce znajduje się ulotka o nowojorskim hotelu Delfin z adnotacją, żeby nie zatrzymywać się w pokoju 1408. Pisarz postanawia sprawdzić jakież to tajemnicy skrywa hotel i po kilku trudnościach udaje mu się zarezerwować pokój. Przybywa do Nowego Jorku, odbywa rozmowę z kierownikiem i w końcu ma możliwość zamknięcia się wraz z dyktafonem i butelką w feralnym pokoju. To co go spotka za zamkniętymi drzwiami przechodzi jego najśmielsze oczekiwania. wtorek, 23 października 2007
Have a nice apocalypse
Intryga jest pokręcona jak świński ogon. Może nie ma jakichś niespodziewanych zwrotów akcji, ale ilość wątków i poziom ich skomplikowania (z jednej mamy science fiction, a z drugiej mistycyzm, wizjonerstwo i podróże w czasie) powoduje w głowie czytelnika nielichy mętlik (przynajmniej u mnie spowodowała). Wszystko zaczyna się na pustyni w Nevadzie. Boxer Santaros, jeden z najpopularniejszych aktorów na świecie, budzi się na pustkowiu. Nie pamięta kim jest, nie wie gdzie się znajduje, wie tylko że musi sobie zaaplikować szprycę w kark i ruszyć przed siebie. dociera do szosy, gdzie znajduje go zawodowy hazardzista Fortunio Balducci i zabiera go do granicy z Kalifornią. Trzeba zaznaczyć, że Stany Zjednoczone w świecie "Southland Tales" przeżyły dwa ataki nuklearne i próba wjazdu do Kalifornii na dziko, bez odpowiedniej wizy kończy się śmiercią próbującego. Fortunio węsząc wielkie pieniądze jakie idą za amnezją gwiazdy prosi o pomoc aktorkę filmów dla dorosłych Krystą Now. Ta wymyśla plan, przez który Boxer chcąc, nie chcąc zaczyna wypełniać proroctwa zawarte w przedziwnym scenariuszu filmowym, który jak mu wmawia Now jest podstawą jego najnowszej produkcji.
Właśnie ten napisany przez naćpaną, zahipnotyzowaną i dodatkowo jasnowidzącą gwiazdkę porno staje się kluczem do apokalipsy, wydającej się zupełnie inną niż ta opisana przez Świętego Jana. Kolejnym kluczowym bohaterem jest Ronald Taverner, który również budzi się z totalną amnezją i od razu daje się wciągnąć w plan porwania i przetrzymywania w niewiadomym celu swojego brata bliźniaka Rolanda. Zmuszony zostaje również do wstrzykiwania sobie tej samej substancji co Boxer Santaros, będącą jak się okazuje Fluid Karmą, płyną wersją innowacyjnego, ekologicznego i niekończącego się paliwa, które ma zastąpić te tradycyjne i wprowadzić świat w nową, lepszą przyszłość. Obaj zażywający Fluid Karmę zaczynają dzielić sny o The Serpent Trench, dziwnej rzeczywistości, która jak się zdaje odgrywa kluczową rolę w fabule. Nie ma sensu opisywać wszystkich wątków, każda próba tłumaczenia fabuły w kilku zdaniach zdaje się bezsensowna. Na scenie pojawia się ogromna ilość postaci i każdy wydaje się mieć znaczącą rolę. Są przedstawiciele korporacji produkującej Fluid Karmę, politycy, pracownicy organizacji państwowych, hakerzy i przedstawiciele neo-marksizmu – partii politycznej będącej opozycją do władzy w USA. We wspomnieniach odwiedzimy Irak i dowiemy się, że były tam prowadzone bardzo tajne badania z użyciem żołnierzy i Fluid Karmy, a także wyjdzie na jaw, że Now uczestniczyła w dziwnym incydencie na pokładzie pewnego samolotu i tylko ona ze wszystkich pasażerów te wydarzenia pamięta. Poziom skomplikowania historii jest naprawdę imponujący, a wspomniany przeze mnie incydent z samolotem wydaje się oczywistym nawiązaniem, albo i nawet motywem łączącym "Southland Tales" z "Donnie Darko" (poznanie historii z najnowszego filmu Kelly’ego rzuci może więcej światła na fabułę tego wcześniejszego).Oficjalna strona "Southland Tales", na której można obejrzeć trailer do filmu (i w zasadzie chyba tylko to).
czwartek, 18 października 2007
Trudne początki
Pierwszym komiksem w życiu, który dostałem, i jednocześnie pierwszym, który miałem przyjemność przeczytać był "Batman" 4/1991 z TM-Semic. Wcześniej komiks był mi praktycznie nieznany (może poza oglądaniem u kogoś albumów z Kajkiem i Kokoszem), więc nic dziwnego, że historia o Anarchu zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Tak wielkie, że Batman stał się moją ulubioną postacią komiksową, a zarazem jedną z najbardziej cenionych przeze mnie kreacji pop kultury w ogóle. Do "Batman: Rok Pierwszy" podszedłem jednak ze średnim entuzjazmem. Historia początków tej postaci jest powszechnie znana. Miliarder Bruce Wayne jako dziecko był świadkiem zamordowania swoich rodziców. Czyn ten tak dalece zostawia ślady na jego psychice, iż jako dorosły mężczyzna postanawia walczyć ze złem. Zakłada kostium i maskę, wciela się w postać Człowieka-Nietoperza, Mściciela w pelerynie. Nie miałem pojęcia co może w tej materii jeszcze powiedzieć nawet taki scenarzysta jak Frank Miller. Jak się okazało miał do powiedzenia sporo, a komiks, który jak się spodziewałem będzie nudny i wtórny, Okazał się wciągający.
Do Gotham przybywają jednocześnie Bruce Wayne i James Gordon. Przemiennie prowadzona narracja opisuje ich walkę ze złem. Narrator-Wayne streszcza swoje pierwsze kroki jak Mroczny Rycerz. Opisuje porażkę jaką okazuje się jego akcja rozpoznawcza, jaki i sukcesy na polu walki z bandytami i potyczek z policją. Narrator-Gordon relacjonuje natomiast swoje początki na nowym komisariacie. Trudności ze skorumpowanymi kolegami, zwierzchnikiem, kłopoty w domu spowodowane uczuciem do koleżanki w pracy. Obaj spotykają na drodze wiele trudności, dowiadują się jak trzeba grać w Gotham, obaj walczą ze złem i zarazem stoją po różnych stronach. Miller nie zawiódł. Jego historia jest ciekawie i mądrze napisana. Narracja jest sprawna, dialogi nie są sztuczne, ani specjalnie sztywne.
Ciut gorzej moim zdaniem wypada jednak oprawa graficzna tej pozycji. Ani David Mazzucchielli odpowiadający za rysunki, ani Richmond Lewis odpowiadająca za kolory mnie nie powalili. "Year One" jest dla mnie graficznie poprawne. Rysunki dobre, realistyczne, ale mnie nie do końca taka kreska odpowiada. Kolorystyka również bez szaleństw. Przeważa szarość, brąz i stonowane kolory. Gotham jest brudne, ale nie gotyckie. Trochę mi tego brakowało, ale mam wrażenie, że to co widzimy odpowiada właśnie latom 80tym, w których prawdopodobnie toczy się akcja "Roku Pierwszego".
Komiks oryginalnie ukazał się w czterech odcinkach w 1987 roku. u nas, liczące 96 stron wydanie zbiorcze, wydał w 2003 roku Egmont Polska. Tłumaczył Jarosław Grzędowicz, więc nie trzeba się martwić o jakość tłumaczenia. Dobra rzecz, nie powinno się rozczarować.
Wstęp Franka Millera do "Batman: Rok Pierwszy".
sobota, 13 października 2007
O facecie, który umiał się teleportować
Na razie tylko trailer.
piątek, 12 października 2007
Zombie. Zombie. Zombie!
wtorek, 9 października 2007
Papierowe miśki
Pierwsze moje zdziwienie, gdy już trafiłem na giełdę i zacząłem szukać stolika wydawnictwa: miśków nie można było kupić! Dodawano je za friko do każdego zakupu na stoisku wydawcy. Zdziwienie numer dwa: format. szczerze... spodziewałem się zeszytu w mandragorowym formacie, a tu mam taki o wymiarach 21x15 cm., czyli takie małe coś. I po trzecie: zawartość. Całość już doskonale znałem z bearsowego bloga. Spodziewałem się jakiegoś bonusu, chociażby kilku wcześniej nie publikowanych pasków.

Trochę rzeczy do domu w sobotę przywiozłem, ale chyba właśnie z miśków cieszę się najbardziej.



