sobota, 4 września 2010

30 Day Movie Challenge #4

Day 4
A movie that makes you sad

"Źródło" Aronofsky'ego. Nie ma drugiego filmu, który wyciskałby ze mnie tyle emocji i permanentnie smucił. Po pierwszym seansie przez kilka dni nie mogłem się otrząsnąć. Mogę śmiało powiedzieć, że również jeden z najpiękniejszych filmów jakie w życiu widziałem i nie sądzę, aby to się zmieniło.


piątek, 3 września 2010

30 Day Movie Challenge #3

Day 3
A movie that makes you really happy

Tutaj wychodzi moje chore poczucie humoru, bo w tej kategorii walczyły "Armia ciemności", "Wysyp żywych trupów" i "Krwawa uczta" (o której pisałem przy okazji halloweenowego zestawienia swoich ulubionych strasznych filmów). I wychodzi na to, że właśnie ta ostatnia mnie uszczęśliwia naprawdę mocno. Ten film jest arcyzabawny dla wszystkich, którzy wiedzą, że flaki i wiadra posoki doprawione wulgaryzmami są czymś na czym można się dobrze bawić. Oglądałem "Krwawą ucztę" już kilka razy i zawsze kulam ze śmiechu. I samo myślenie robi mi dobrze.


czwartek, 2 września 2010

Geek's Five #6





30 Day Movie Challenge #2

Day 2
The most underrated movie

Filmów, które polecałem znajomym i które nie spotykały się z pozytywną opinią jest cała masa. Mógłbym zrobić całe Movie Challenge tylko o takich produkcjach. Jednym, który wiele moich znajomych szybko skreśliło, który nawet wśród ludzi pasjonujących się horrorami nie zdobył uznania, jest "Dziewiąta sesja" Brada Andersona, faceta dawniej nazywanego przyszłością horroru - przyszłością co się jednak z tym gatunkiem raczej rozminęła. "Dziewiąta sesja", film mroczny, nastrojowy, o dusznym klimacie. Jeden z niewielu thrillerów/horrorów dziejący się w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Wiadomo, że jest to jedno z najmroczniejszych scenerii do jakich można wysłać człowieka. Ciekawie zrealizowany, kameralny obraz, który powoduje, że włosy stają dęba.

środa, 1 września 2010

30 Day Movie Challenge #1

Day 1
The best movie you saw during the last year

Ale co? Tylko tych z 2009? Tych co widziałem w kinie? Umówmy się, że nie.

Najlepszym filmem, który obejrzałem w zeszłym roku jest bezapelacyjnie "Obywatel Kane" Orsona Wellesa. Cholernie świeży i nowatorski, nawet jak na obecne czasy, inteligentny, kapitalnie zagrany, z historią i postaciami, które wyryły mi się w pamięci tak mocno, że chyba do końca życia ich nie zapomnę. Każda scena, każdy dialog to po prostu perełka, a ostatnią scenę powinien kojarzyć każdy kinoman. Nie wiem jak bardzo "Obywatel Kane" odcisnął na kinematografii piętno, ale jest jednym z niepowtarzalnych i nie dających się podrobić arcydzieł. Skandal, że Akademia nie przyznała mu Oscara. Jednym z najlepszych, najciekawszych i najbardziej magicznych filmów jakie w życiu widziałem. I co ciekawe, 17 września wchodzi do kin. Jeżeli będą go grać w pabianickim to z pewnością zabiorę na seans Kamilę i obejrzę z przyjemnością. Jeżeli go jeszcze nie widzieliście, poszukajcie kina, które będzie go wyświetlać. Zaręczam Wam, warto!

Nawet trailer Welles zrobił inaczej.

30 Day Movie Challenge - Prolog

Powoli flcl zaczyna wyglądać tak jak na początku chciałem żeby wyglądało. Ale nie okłamuję się. Nie uda mi się na długo utrzymać takiej częstotliwości ukazywania się notek. Już kosztem flcl zaniedbuję piwny blog (ale po prawdzie i piwa teraz mniej piję) . Na razie będę się z całych sił starać.


Ale przejdę do meritum. Gonzo w połowie sierpnia zaczął na Facebooku trzydziestodniowy "movie challenge" i muszę przyznać, że sam pomysł bardzo mi się spodobał. Z tym, że kurde robienie czegokolwiek na fb mi specjalnie nie leży, bo to przepada równie szybko jak na niedawno wspominanym plurku. A po co cokolwiek tam pisać, skoro następnego dnia wszyscy, łącznie z autorem mają to w dupie i w życiu się do tego nie cofną? Także codziennie, przez najbliższe 30 dni, spodziewajcie się 30 krótkich, filmowych postów.