"Zrodzony z męża i niewiasty" to utwór, który mimo kilkukrotnego czytania, zawsze robi na mnie dość duże wrażenie. Prosty, krótki, a bardzo sugestywny i dający do myślenia. Narracja z perspektywy potwora, chociaż nieskładna i pełna błędów, jest ostra i trafia celnie w miękkie tkanki czytelnika. Wywołuje u mnie bardzo silne emocje: złość, smutek i strach.Ta ograniczona narracja również powoduje, że utwór się ani trochę nie zestarzał i zawsze będzie wydawać się "na czasie" (no chyba, że ludzie przestaną mieszkać w domach z piwnicami bądź przestanie padać deszcz). Nie wiem na ile było to celowe, na ile przypadkowe, ale tym opowiadaniem Matheson trafi jeszcze niejedno pokolenie. Jak na pierwszy tekst, to kurde, fantastycznie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 365 short stories challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 365 short stories challenge. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 listopada 2011
poniedziałek, 14 listopada 2011
Pamiętnik Louise Carey - Thomas F. Monteleone
#5
"Pamiętnik Louise Carey" nawiązujący do klasycznego tekstu Mathesona "Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejszał" okazał się, przynajmniej jak dla mnie, taką pierdółką. Znam oryginalny tekst dość pobieżnie, głównie z tematycznych opracowań, a mimo to wydał mi się strasznie przewidywalny. Sprowadzał się do skrótowej relacji żony z wydarzeń z książki - tym samym można go uznać jako cholernie mocny spoiler. Smaczkiem pewnie są tu te dwuznaczne momenty, kiedy np. Louise ucieka z pokoju mając atak dławiącego śmiechu, a co pewnie w książce bohater odbierał jako szloch zrozpaczonej żony - to tylko moje domysły. Nic ponad to nie mogę zarzucić. Trochę nudne, trochę rozczarowujące. Na szczęście krótkie.
Dwa strzały z Fotogalerii Fly'a - John Shirley
#4
Kolejne opowiadanie z "Jest legendą". Tym razem mamy historię o nietypowym sposobie na podróże w czasie i strzelaninie w O.K. Corral. To wydarzenie jest mi nie tylko znane, ale można powiedzieć że i bliskie, gdyż jednym z moich ulubionych filmów jest "Tombstone" i strzelaninę w wykonaniu braci Earpów oraz Holiday'a widziałem dziesiątki razy. Także już na starcie John Shirley miał u mnie olbrzymiego plusa. Poza tym powoli staję się coraz większym fanem Weird West, a "Dwa strzały z Fotogalerii Fly'a" wpisują się w tą konwencję. Historia jest wciągająca i trzyma w napięciu - fajny bohater ze świetną motywacją i wiedzą, napędza dość konkretnie tą historię. Dobry ma również wydźwięk. Trochę nie rozumiem jednak dlaczego Bill, po tym co zrobił, nie wrócił do 1976 roku. Wcześniej wystarczyło, że pomyślał o swojej żonie, a tracił kontakt z przeszłością. Mam też trochę do zarzucenia tłumaczeniu (kwiatki w stylu "zastępca szeryfa, Marshal") i korekcie (gdzieś się trafił Wyatt pisany przez trzy 't'). Ale to i tak kawał dobrego tekstu, także polecam.
piątek, 11 listopada 2011
Ja również jestem legendą - Mick Garris
#3
Nie czytałem "Jestem legendą", także trudno mi określić jak bardzo ten prequel jest ważny. Możliwe, że Ben jest w powieści Mathesona największym prześladowcą Roberta, nie wiem. Wiem jednak, że Mick Garris dupy swoim "Ja również jestem legendą" nie urywa. Jest napisane bardzo poprawnie, kilka razy przemyślenia Bena czy jego żony wydały mi się trafne czy zabawne, ale mimo tego, trudno nie odnieść wrażenia, że opowiadanie wydaje się błahe i nieciekawe. Nie zrobiła na mnie wrażenia, ale jeżeli kiedyś będę czytać "Jestem legendą" to na pewno do niego wrócę.
Już łapię zaległości z wpisami, ale zaręczam, że czytam na bieżąco!
czwartek, 10 listopada 2011
Wezwany - F. Paul Wilson
#2
Drugie opowiadanie z antologii "Jest legendą". Po raz kolejny jestem cholernie zadowolony z lektury opowiadania F. Paula Wilsona. "Wezwany" nie dość, że jest tekstem dobrze napisanym, to pomimo lekkiej przewidywalności, do końca trzyma czytelnika za gardło. To trochę taki "Sklepik z marzeniami" w miniaturze - jedna z moich ulubionych powieści, więc duży plus, to na dodatek, uwielbiam wgląd w takie małe społeczności. I chociaż wszystkie brudy wytworzył tutaj pan Gordon, to podobało mi się to niezmiernie.
poniedziałek, 7 listopada 2011
Gaz do dechy - Stephen King, Joe Hill
#1
Przeczytałem ten tekst dzisiaj po raz drugi. Trochę dla przypomnienia i porównania opinii, trochę dla przyjemności, bo to bardzo fajne opowiadanie i trochę dlatego, że potrzebowałem jakiegoś kopa adrenaliny, a nic innego mi do głowy nie przyszło (w końcu wypadałoby wziąć się za tą antologię). Ostatnia moja lektura mnie lekko wyczerpała emocjonalnie - nie żeby mi się taki stan nie podobał, ale na dłuższą metę był męczący. "Gaz do dechy" sprawdził się jak porządny energetyk, który pobudza w czasie przymulonego przedpołudnia. To czysta akcja w najlepszym stylu. Podoba mi się koncept walki ojca z synem, o przywództwo nad gangiem - widać, że panowie autorzy mają dystans do tego co robią. Z pewnością świetnie się bawili wymyślając ten koncept i oczami wyobraźni widzieli setki fanów, którzy podnosili dyskusję na temat tego tekstu. To również jego olbrzymia siła - nie jest jednoznaczny i płaski, wychodzi poza strony książki.
Osobiście czułem tutaj bardziej Hilla niż Kinga, chociaż tak naprawdę trudno oceniać - to tylko moje mgliste przypuszczenia. Opowiadanie to świetny start w antologii "Jest legendą". Wydawnictwo SQN ma u mnie mega plusa, za jego wydanie.
falstart
Zaliczyłem wtopę z tym moim wyzwaniem czytelniczym. Wystartowałem w najbardziej niekorzystnym momencie jaki mogłem sobie wyobrazić. I chociaż jeszcze przez jakiś czas udawało mi się czytać opowiadanie dziennie, to nie będę udawał, nadrabiał i uzupełniał tych 3 tygodni. A że nie lubię się poddawać to zaczynam jeszcze raz. Należy mi się, w końcu mam dzisiaj urodziny. Będę próbować z tym challengem do skutku. Albo i nie.
niedziela, 16 października 2011
Angie - Ed Gorman
#16
"Angie" Eda Gormana to kolejny tekst z drugiego tomu "999". Nie jest to horror, ani nawet thriller..., a miała być to antologia opowiadań niesamowitych. To raczej coś w stylu "Alfred Hitchcock przedstawia" albo "Opowieści z krypty". Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo dobre. Fajny prosty styl, bez zbędnych ozdobników, świetnie zarysowana przeszłość i charaktery postaci. Jest to historia Angie, która zawsze chciała być utrzymanką bogatego faceta, ale nigdy nie mogła trafić na tego właściwego. Angie ma też problem - żyje ze złym człowiekiem. Roy żyje z napadów na banki, zabił żonę, która nie chciała dać mu rozwodu i chce zabić także swojego syna. Problem w tym, że Angie lubi chłopca i nie jest do końca zepsuta. Czy sumienie wygra z chęcią wygodnego życia? Przekonajcie się sami.
sobota, 15 października 2011
Lodowa epopeja Basi - Kazimierz Kyrcz Jr
#15
Jeżeli kogoś interesuje szort o kobiecie masturbującej się lodami na patyku to w "Bizarro dla początkujących" znajdzie się coś dla niego. Niestety Kazek jakoś się solowymi opowiadaniami nie popisał (zobaczymy jak wyszedł mu duet z Kainem). Dał do zbioru trzy teksty, każdy na swój sposób dziwny, ale żaden się niczym nie wyróżnia i każdy jest kiepsko spuentowany. "Lodowa epopeja Basi" można uznać za najlepszą - od początku do końca jest zrozumiała. Odniosłem jednak wrażenie, że inspiracji dostarczył program o najgorszych śmierciach i kobieta lubująca się w marchewkach, więc bańka oryginalności pryska. Czytałem o wiele lepsze opowiadania Kyrcza Jr.
Wciśnięciwsiebie - Rafał Kuleta
#14
Wyobraźnię Kulety dość dobrze poznałem dzięki jego drabblom. Facet ma naprawdę chore pomysły i daje im upust także w "Wciśnięciwsiebie". To opowiadanie to zabawa słowem i kreacją, tona absurdu połączona z porno i wszystko to często w mocno wulgarnych kombinacjach. Mnożenie i odejmowanie w oparach absurdu. Kuleta trochę cierpi na manię udziwnionego słowotwórstwa, ale akurat tutaj pasuje to do pokręconej konwencji. Nawet udaje mu się wbudować w to cholernie obrzydliwego drabbla. Ciekawy eksperyment, ale osobiście nie chciałbym czytać całego zbiorku takich tekstów autorstwa Kulety. Od tego można byłoby sfiksować.
Zjedz mnie! - Adrian Miśtak
#13
O rany! To jest naprawdę obrzydliwy, powodujący gęsią skórkę tekst. Wzdrygnąłem się na "Zjedz mnie!" kilka razy. Miśtak ma bardzo obrazowy styl i dodatkowo udaje mu się stworzyć taki absurdalny klimat, który mnie osobiście przywodzi na myśl "Palec" Stephena Kinga. Trochę całość popsuły ostatnie akapity. Ogólnie nie jestem zwolennikiem racjonalizowania takich historii. Niemniej jednak opowiadanie jest naprawdę mocne i czwartkowego wieczora już nie zjadłem kolacji.
Ojczenasz, któryś jest w niebie - Aleksandra Zielińska
#12
Trzy dni z braku czasu nie pisałem, ale czytałem, nie tylko to jedno opowiadanie dziennie. Cały czas mam na tapecie "Bizarro dla początkujących" i dzisiaj będzie kilka zdań o wybranych tekstach.
"Ojczenasz, któryś jest w niebie" Aleksandry Zielińskiej - opowiadanie jest po prostu słabe. Próba stworzenia alternatywnej, bądź też orwellowskiej, wizji świata raczej się nie powiodła. Zrobione jest to po łebkach, słabo rozwinięte, nieciekawe. Może źle interpretuję zamiary, może tak miało być? Fabuła praktycznie nie istnieje, a to co jest, rwie się jak stare gacie. Odniosłem wrażenie, że autorka momentami wchodziła w rejony humoru Pratchetta - np. wszystkie rozmowy i sceny z Wyznawcami, ale szkoda, że psują je niedopracowane dialogi spod znaku "leżę i kwiczę". Językowo jest tak sobie - nieciekawy i męczący styl. Poza tym jakoś dla mnie mało bizarrowe to było.
wtorek, 11 października 2011
Sznurowata rzecz - Al Sarrantonio
#11
Na pierwsze starcie w drugim tomie "999" wybrałem redaktora antologii. Al Sarrantonio napisał bardzo krótki tekst o końcu znanej nam cywilizacji. Świat niszczony jest przez macki tytułowej sznurowatej rzeczy, która ma być jakimś prastarym potworem śpiącym pod ziemią. To dość szalony pomysł, a i geneza tej istoty jest dość niesamowita... miała się ona wziąć z głupawego żartu ojca bohaterki, która po prostu we wszystko uwierzyła. Poza tym ciężko coś o "Sznurowatej rzeczy" napisać, poza tym, że jest bardzo abstrakcyjna. Relacje między bohaterami ledwo są zarysowane, autor wyraźnie skupił się na ich beznadziejnej tułaczce i opisie pustoszonego krajobrazu. Nie podobało mi się niestety. Sarrantonio, w krótkim wstępie napisanym przez Landsdale'a, został porównany do Bradbury'ego - miejmy nadzieję, że się uda mu zrehabilitować po tej wpadce.
poniedziałek, 10 października 2011
Głód - Robert Cichowlas
#10
Zupełnie mi to opowiadanie nie podeszło. "Głód", to zaraz po "Futerkach", chyba najbardziej krwawe opowiadanie i to z pewnością jest atut. Jak ktoś lubi splatter to odnajdzie w tym tekście kilka mocnych, potrafiących ruszyć czytelnikiem scen. Niestety nie zagrała cała reszta. Stylizacja na dziennik Cichowlasowi nie wyszła. Pomysł nie wymagał moim zdaniem zupełnie narracji pierwszoosobowej. Odniosłem również wrażenie, że fabularnie nie było to do końca przemyślane. Wypad na pokera zupełnie od czapy. Dodatkowo trafiło się kilka głupotek. jak proponowanie zupełnie obcej osobie whisky albo rozszarpany gołąb w zamkniętym mieszkaniu. Autor mnie tym tekstem niestety nie przekonał.
Skończyłem "11 cięć". Warto ten zbiorek kupić dla Orbitowskiego. Jego "Amerykański horror" jest absolutnie wspaniały. Dobry teksty mieli Castle i Paliński, ale mało było w nich horroru, szczególnie u tego drugiego. Kupił mnie również Wilson swoimi "Futerkami" - lubię takie krwawe kawałki.
niedziela, 9 października 2011
Doktor, dziecko i duchy z jeziora - Mort Castle
#9
Wielokrotnie spotkałem się z poglądem, że Mort Castle jest mistrzem krótkiej formy. "Doktor, dziecko i duchy z jeziora" z "11 cięć" (których tak na marginesie nie udało mi się dzisiaj skończyć) miało być sprawdzianem jego twórczości. Od jakiegoś czasu ostrzę sobie zęby na zbiorek Castla i wrażenia po tym opowiadaniu, miały mieć decydujący wpływ na ewentualny jego zakup. Facet test przeszedł. Tekst okazał się nie tylko ciekawy, ale dobrze napisany i chociaż mało w nim czystego horroru, to jednak kupił mnie swoim klimatem. We wstępie styl Castle'a określono jako hemingwaowski. Nie wiem czy tak jest, nie znam twórczości Hemingwaya na tyle, żeby móc coś sensownego w tym temacie napisać. Z pewnością można znaleźć wiele wspólnych elementów w biografiach jego i Adama Nicholsa, bohatera "Doktora, dziecka i duchów jeziora". Obaj należą do straconego pokolenia, obaj polowali w Afryce i obaj mieszkali w Ketchum, gdzie, mimo olbrzymiego sukcesu na polu literackim, strzelili sobie w 1961 roku w łeb. Ciekawe opowiadanie, wymusza na czytelniku pewne refleksje. Podobało mi się na tyle, że kupię sobie "Księżyc na wodzie".
sobota, 8 października 2011
Dyniogłowy - John Everson
#8
"Dyniogłowy" z "11 cięć" to sympatyczna miniaturka o miłości do dyń. W sam raz na Halloween. Nie mam specjalnie dobrego zdania o Eversonie. Parę lat temu czytałem jego "Demoniczne przymierze" i wydawało mi się nawet niezłe, ale czas który upłynął pozwolił mi nabrać dystansu do jego twórczości. Ale to opowiadanie jest naprawdę niezłe i mi się podobało. Na pewno jest lepsze od tego które zaserwował Masti. Obrzydliwe, trochę straszne, z elementami soft-porno. I fajnie się kończy.
Powoli kończę "11 cieć". Pewnie jutro opiszę ostatnie opowiadanie.
piątek, 7 października 2011
Futerka - F. Paul Wilson
#7
Mam wrażenie, że troszkę niefortunnie przetłumaczono tytuł tego opowiadania. Brzmi on nie do końca poważnie, a opowiadanie, mimo że z lekkim przymrużeniem oka, zasługuje na coś bardziej serio. Kto mówi futerka? Dzieci? Nieważne. "Futerka" to mocny, pro-ekologiczny tekst, który z pewnością spodobałby się Dżoanie Krupie. Skóry z zabitych szopów, które żyły sobie na terenie jakichś zapomnianych przez ludzi i czas ruin, zostają zszyte w przepiękne futro. To zaczyna się krwawo mścić na wszystkich, którzy go pragną. Mordercze futro - taki film nakręcili z pewnością Japończycy albo Koreańczycy. Widziałem już wcześniej ekranizację Argento, więc niestety mnie opowiadanie Wilsona niczym nie zaskoczyło, ale to fachowy splatter, który naprawdę warto znać. Osobiście, słabnę gdy myślę o mordowaniu zwierząt dla ich skór, także początek, w którym dwóch kłusowników idzie sprawdzić pułapki, konkretnie na mnie podziałał. Jest krwawo, brutalnie i intensywnie. Można mieć dreszcze z obrzydzenia. Autentycznie.
Siadałem do niego z mieszanymi uczuciami, a okazało się bardzo dobre. I powiem szczerze, że nawet taka lekko toporna puenta mi się podobała. Polecam.
Wiedźma - Bartosz Czartoryski
#6
Drugie i ostatnie opowiadanie Bartka z antologii "Bizarro dla początkujących" nosi tytuł "Wiedźma". Gdzieś tam się to wszystko zamyka w sennym koszmarze i baśni o Jasiu i Małgosi - co można się częściowo spodziewać po tytule. No cóż... nic specjalnego. Trochę wtórne, ale można czytać bez bólu.
środa, 5 października 2011
Sponiewierana - Graham Masterton
#5
Masterton dał totalnie ciała premierowym tekstem, który można przeczytać w antologii "11 cięć". Mowa o "Sponiewieranej". Raz na jakiś czas lubię przeczytać jakąś jego powieść. Kilka naprawdę mu się udało, ale nigdy za jego prozą nie szalałem. Za to zawsze uważałem, że najlepiej sprawdza się przy krótkiej formie. Te zbiorki, które zaliczyłem, autentycznie mi się podobały. Tutaj niestety absolutnie się skompromitował. Opowiadanie popada w banał i jest na poziomie debiutanta, a nie starego wyjadacza. Wieje nudą i brakiem ciekawego pomysłu. Gdybym był przypadkowym czytelnikiem i chwycił za książkę przed kupieniem, tak dla próby przeczytał pierwszy tekst (akurat ten Mastiego) to bym bez wahania ją odłożył na miejsce. We wstępie napisano o nim, że "zmusza do refleksji" - chyba tylko takich w stylu: "Dlaczego do cholery miałbym na to wydać pieniądze?".
wtorek, 4 października 2011
Oto dom, bim bam bom - Bartosz Czartoryski
#4
Bizarro to gatunek, który istnieje chyba tylko po to, by móc wrzucać w niego wszelkie pomysły, którym w tradycyjnych ramach gatunkowych ciężko byłoby zaistnieć. To moja prywatna definicja. Jestem ciekawy, czy za kilkadziesiąt lat, kiedy młodzież będzie się w szkołach uczyć o literaturze początku XXI wieku ktoś go wspomni. Miejmy nadzieje, bo niektóre teksty są naprawdę warte zapamiętania.
"Oto dom, bim bam bom" Bartka Czartoryskiego nie dość, że ma absurdalnie wspaniały pomysł - kopulujące ze sobą budynki, które nie zważając na swoich mieszkańców robią w mieście wielką orgię - jest jeszcze dobrze napisane. Jak ktoś lubi darcie papy, zrywanie dachówek, kruszenie betonu i pękanie cegieł w wersji porno to polecam. Tekst otwiera partyzancki, chociaż wyglądający jak najbardziej pro, zbiorek "Bizarro dla poczatkujących", z którym mam w najbliższym czasie zamiar się zapoznać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)